Jak napisać książkę – Ciężką, wielomiesięczną pracą

jak napisać książkę - ciężką, wielomiesięczną pracą

Ciężka znaczy wylany pot i wylane łzy. Praca znaczy poświęcone godziny, dni, lata.

Wylany pot, bo zapomnisz, że trzeba się umyć. Wylane łzy, bo tą samą scenę poprawisz dziesiąty raz. Godziny, bo dobry tekst nie napiszesz w pięć minut, nawet w pół godziny.

Co można zrobić ciężką, wielomiesięczną pracą?

Zdobyć lub rozwinąć talent. Zdobyć nowe umiejętności i udoskonalić stare. Zdobyć doświadczenie.

Jeśli poświęcisz wiele miesięcy, to wyrobisz w sobie warsztat. Pozbędziesz się błędów, a podkreślisz zalety. Ale tylko wtedy, gdy potrwa to wiele miesięcy. Nawyk wyrabia się w miesiąc, ale coś tak ważnego jak talent można wypracować w co najmniej trzy miesiące albo jeszcze więcej. Ważnych umiejętności nie nauczysz się w trzydzieści dni. To niemożliwe.

Jeśli chcesz osiągnąć dobry poziom, musisz co najmniej kilka miesięcy szkolić umiejętność. Wprawę zdobędziesz po ciężkiej, nawet kilkuletniej pracy. To nie przelewki. Jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz wiedzieć, że takie rzeczy nie przychodzą łatwo. Takich rzeczy uczysz się latami. Chyba że chcesz, by Twoją twórczość porównywano do chłamu, to proszę bardzo, możesz napisać coś w miesiąc i to wydać. Brutalne? Tak miało zabrzmieć. Bo musisz też liczyć się z tym, że nieraz ktoś obrzuci Cię błotem, nawet gdy tekst okaże się dobry. Niektórzy ludzie krytykują dla samego skrytykowania, a nie dlatego że tekst nie nadaje się do przeczytania. Takie realia. I musisz się z tym zmierzyć. Uprzedzam Cię o tym już teraz.

Jeśli sądzisz, że tworzenie przyjdzie Ci łatwo… no tak, może przyjdzie, ale nie zawsze. Bo kiedyś i tak trafisz na coś trudnego i zostaniesz zmuszony/a do tego, by pokonać tą przeszkodę. Ktoś może Ci doradzić, powiedzieć co robisz źle, ale ostateczna decyzja należy do Ciebie i to Ty stwierdzisz, czy warto się tak trudzić czy nie. Bo pisać znaczy euforia. Pisać znaczy swoboda. Ale pisać znaczy też trud. A Ty to wszystko musisz przyjąć z godnością.

Czemu ciężką?

Bo nikt nie zamierza się z Tobą cackać. I jeśli chcesz zabłysnąć, a z pewnością chcesz, to musisz się postarać. Nikt Cię nie pogłaszcze po główce, jak w tekście widzi mnóstwo literówek czy błędy ortograficzne. Nikt Ci nie poklaszcze, bo zamiast dać zwrot akcji, Ty go zanudziłeś/łaś sceną pełną łez.

Jeśli liczysz na taryfę ulgową, to nie tutaj. Pisać trzeba solidnie, z wyobraźnią i sercem. Czytelnik to wyczuje, nawet jeśli wie mniej od Ciebie, nawet jeśli nie zna się na konstruowaniu fabuły, to czuje, czy coś mu się podoba czy nie, czy pisarz napisał tekst na odpierdol się, bo nie chciało mu się myśleć.

Nieważne czy pracujesz na budowie, za kierownicą czy przed laptopem. W każdej pracy oczekuje się od pracownika ciężkiej pracy.

Czemu wielomiesięczną?

Bo dobra powieść powstaje w co najmniej rok lub dwa lata i wiąże się z wyrzeczeniami. Nie idziesz do kina. Siedzisz i piszesz. Nie śpisz, bo siedzisz i piszesz. Nie oglądasz serialu. Siedzisz i piszesz.

Może nawet dorobisz się bólu pleców i szczypiących oczu, bo jak działasz, to praca tak Cię wciąga, że nawet nie czujesz, że minęło już dwanaście godzin. A wiesz mi, można tyle siedzieć i tylko pisać. Bo cóż może Ci zrobić lekki ból w porównaniu z tą euforią, która ogarnia Cię, gdy piszesz. Gdy wena rozsiadła się w fotelu i nie chce odejść. Gdy bohaterowie nie dają Ci spokoju, a tylko błagają o kilka stron. Chcą byś zapisał/zapisała ich historie, nawet gdy nie pasują do całości. A Ty się głowisz i troisz jak ich upchnąć.

Jak ciężką?

Ciężką jak słoń. Ciężką jak układ słoneczny. Ciężką jak Ziemia. Uniesiesz to? Liczę, że tak, a jeśli brakuje Ci sił, to pomogę. Wskażę drogę. Wyjaśnię, co oznacza dany znak. Wesprę w trudnych chwilach. Bo nie można się poddawać, nawet gdy nie widzi się innego wyjścia. Rozwiązanie możesz znaleźć, tylko patrzeć nie tam, gdzie trzeba. Tak więc wskażę Ci drogę, a Ty zdecydujesz, czy i jak nią pójdziesz. Nieraz natrafisz na głaz albo kamyczek, ale wiedz, że warto się wysilić, by zobaczyć efekt ciężkiej, wielomiesięcznej pracy. I tak, od dziś nazwij siebie twórcą, bo zaczniesz pisać. Z sercem, umysłem i palcami. Zaopatrz się w dobre jedzenie i wodę.

Ilumiesięczną?

Co najmniej trzymiesięczną, by zaplanować powieść i minimum rok, by ją napisać. Ale to też zależy od osoby, jej umiejętności i tempa pracy. Podaje najlepszy z możliwych scenariuszy. Choć pewnie każdy by chciał pisać powieść w dzień czy góra tydzień. Niestety tak się nie da. I trzeba codziennie przez parę miesięcy starać się napisać coś fascynującego, co oderwie czytelnika od ponurej, czasem przytłaczającej rzeczywistości.

Można iść na skróty? Co to da?

Jeśli pójdziesz na skróty, to możesz ominąć ważny punkt. Na przykład jak pisać dialogi, by nie okazały się drętwe, jak stworzyć bohatera, by stał się pełnokrwisty, trójwymiarowy, jak pisać, żeby czytelnik nie potrafił oderwać oczu od Twojego tekstu.

Nie można pomijać podstaw i wymagać od siebie, że napisze się coś jak zawodowy pisarz lub zawodowa pisarka. Wersja na skróty tylko okradnie Cię z najlepszej części Twojego talentu, nie pozwoli mu się rozwinąć. Ulepszona wersja na skróty to taka, że czytasz gotową wiedzę i próbujesz ją zastosować. Metodą prób i błędów wyrabiasz swój niepowtarzalny styl. Tak na skróty to możesz iść. Pamiętaj tylko, że podstawy też musisz znać.

Czemu pracą?

Pisać znaczy praca. Zaczynasz o określonej godzinie i kończysz o ustalonej godzinie. I robisz tak dzień w dzień. Może raz w tygodniu dasz sobie przerwę. Ale tylko na chwilę, bo czujesz niedosyt, że odpoczywasz, a tekst leży. Więc można powiedzieć, że to nie tylko praca, ale i poświęcony wolny czas. Pisać to praca. Wolne to praca. Przerwa to też praca. Wyznaczasz dzienny cel. Robisz coś. Sprawdzasz po sobie. Stajesz się swoim szefem.

Czy chcesz sobą zarządzać?

Uwielbiam sobą zarządzać. Nie znoszę, gdy ktoś mi mówi, co powinnam robić. Dlatego zostanie szefem dla samej siebie mi odpowiada. Robię, co chcę i kiedy chcę. Nikt nade mną nie stoi. Sama siebie sprawdzam. Rozpisuję plan działania. I odpoczywam, kiedy najdzie mnie taka ochota. A Ty? Czy chcesz sobą zarządzać? Liczę, że tak.

Jakich cech potrzebujesz, żeby stać się własnym szefem?

Ograniczę się do trzech najważniejszych, a mianowicie:
– cierpliwość,
– wytrwałość,
– zdolność do planowania.
Tego potrzebujesz na początek.

Da się tych cech wyuczyć – jak?

Cierpliwość i wytrwałość trzeba ćwiczyć codziennie. Jeśli rozplanujesz to sobie, to w niecałe siedem miesięcy staniesz się bardzo cierpliwą i wytrwałą osobą. Przynajmniej mnie to tyle czasu zajęło. Dużo czy mało? Wydaje mi się, że mało.

Niecierpliwość utrudniała mi pracę nad tekstem. Nie posiadałam nawet jednego solidnego akapitu, a już chciałam gotowy rozdział. Przez co wszystko, co napisałam, szło do kosza. Zbyt późno zrozumiałam, że jeśli chcę stworzyć coś niesamowitego, to muszę udoskonalić siebie, czyli pozbyć się braku cierpliwości. Zacząć planować. I co najważniejsze – wytrwać w postanowieniach. A skoro mnie się udało, to tobie też.

I jeśli zaczniesz uczyć się tych cech na szefa, to wiedz, że wymaga to od Ciebie ciężkiej, wielomiesięcznej pracy.

Zadanie 1:

Wypisz, dlaczego chcesz sobą zarządzać. Znajdź chociaż trzy powody. Po przeczytaniu ich niech zachce Ci się coś napisać. Te powody odtwarzaj z pamięci lub czytaj zaraz po przebudzeniu i tuż przed spaniem. Rób to każdego dnia, aż przestaniesz potrzebować takiej zachęty.

Zadanie 2:

Jakich cech na szefa Ci brakuje? Zacznij już dziś się ich uczyć.

Zadanie 3:

Co dla Ciebie znaczy ciężka praca pisarza?
Co z tego chcesz wdrożyć u siebie?
Jak możesz to zastosować u siebie?

Zrób plan i działaj.

Pozdrawiam,

Barbara Kirszniok
Mimi

Barbara Kirszniok

Podziel się tym wpisem ze znajomymi

Mimi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *