Kryzysowa Konfrontacja Literacka

Mateusz P. Barczyk 1

Kryzys staram się niwelować, powoli ustępuje. Cóż, mocno zaangażowałem się w aktorstwo, co wymusiło znaczny wzrost ekstrawersji i brak umiejętności odpowiedniego nastrojenia się do pisania. Ale przede wszystkim chodzi o ten nienazwany czynnik, który zwykle ludzie kryją pod pretekstem braku czasu, a sprawia, że dusze nie spełniają swoich marzeń i powoli staczają się w szarą i szablonową dorosłość. Nie wiem jak to nazwać, strefa komfortu? Brak samodyscypliny? W każdym razie nie odpuszczę pisania, za bardzo mi zależy.
– Mateusz P. Barczyk, mail do Barbary, 2018 rok

Bohaterem tego wywiadu jest Mateusz P. Barczyk. Zainteresowałam się nim, kiedy szukałam w Internecie osób świeżo po debiucie literackim. Zaczęliśmy pisać o wywiadzie odnośnie „Kresa”. Efekt tego możesz poczytać, gdy klikniesz obok: Wywiad. W tym roku ponownie się do niego odezwałam. Tak zaczęliśmy rozmawiać na tematy twórczości. Przyznał, że przeżywa kryzys pisarski i doszliśmy do wniosku, że warto by poruszyć ten temat na moim blogu.

Chyba dla każdego pasjonata danej sztuki wielkim bólem jest widzieć, jak w kimś innym pasja umiera? Wraz z Mateuszem postanowiliśmy przyjrzeć się temu na jego przykładzie. Mam nadzieję, że poniższa „Kryzysowa Konfrontacja Literacka” rozpali na nowo w nim wielką pasję.

Cześć, Mateusz. Jak zaczęła się Twoja pisarska przygoda? Chciałbyś ją kiedyś zakończyć?

Zaczęła się zwyczajnie. Światu dotychczas nie udało się zabić we mnie dziecka, choć usilnie próbuje. A to ten artystyczny aspekt, które każde dziecko w sobie nosi, sprawił, że pewnego dnia jedenastoletni Mateusz, zamiast coś sobie narysować, napisał historyjkę. I stwierdził, że idzie mu to dużo lepiej i daje o wiele więcej satysfakcji niż rysowanie. Upojony zachwytem nad swymi dziełkami, i nad samym twórczym procesem, wykwitł w niżej podpisanego – zadeklarowanego pasjonata pisarstwa. Czytam, piszę, dzięki temu w mojej głowie nieustannie coś się dzieję, wybuchają w niej emocje, które nie pochodzą z tego świata. Mam wrażenie, że gdybym porzucił pisanie, pozostałaby we mnie wielka pustka. Czy chcę tą przygodę zakończyć?

Mam nadzieję, że moje życie zakończy się szybciej, niż pisarska przygoda. Inaczej – że prędzej moje serce przestanie bić, niż ludzie przestaną mnie czytać. A jak to wygląda u Ciebie? Skąd wzięła się ta pasja i czy planujesz „pisarską emeryturę”?

Moja pisarska przygoda zaczęła się od książki „Zmierzch”. Koleżanka z klasy, z jednej ławki dała mi ją do przeczytania. Podczas zagłębiania się w świat autorki nagle pomyślałam, że jak coś takiego zostało wydane, czemu by nie spróbować napisać coś swojego. Miałam to szczęście, że szybko pojawił się pierwszy pomysł i nie dawał mi spokoju przez miesiąc. Tyle czasu potrzebowałam, żeby z długopisem w ręku odważyć się zasiąść do pustych kartek. Kiedy zapisywałam słowa, czułam się tak wspaniale, że nie pamiętałam o bożym świecie. Za każdym razem gdy znowu pisałam, wracała ta niesamowita euforia. Chciałam tego więcej i więcej. Po kilku latach nadal kocham pisać, dlatego nie planuję „pisarskiej emerytury”.

Twierdzisz, że w Twojej głowie nieustannie coś się dzieję. Chyba wiem, co masz na myśli. Gdy w mojej kłębią się pomysły, a ich nie spiszę chociaż na chwilę, męczą mnie godzinami i jest mi smutno.

Odnośnie tego co mówiłeś… Wspomniałeś, że świat chce zabić w Tobie dziecko. Może kryje się za tymi słowami osoba? Kto to jest? Dlaczego tak postępuje? Możesz to zdradzić?

By wskazać domniemanego zabójcę mojego wewnętrznego dziecka, musiałbym ogarnąć gestem cały świat. Wojna o przetrwanie dziecka to wojna jednostki z systemem. W miarę fizycznego dorastania jesteśmy ze wszech stron warunkowani normami kulturowymi czy społecznymi, jesteśmy uczeni czym jest poprawność, jak powinniśmy dobierać priorytety. Stąd skarciłem się w duchu niedawno, przyłapawszy się na tym, że ważniejszym stało się dla mnie zarabianie pieniędzy od tworzenia sztuki. Bo przecież, niezależność finansowa, bogactwo, dojrzałość… Z ust otaczających mnie ludzi brzmiało to tak kusząco, że aż nie zdążyłem zastanowić się, czy naprawdę powinienem przyjąć takie właśnie priorytety.

Co chciałbyś doradzić przyszłym debiutantom?

Na początku zaznaczę, mimo że jestem po debiucie, nie czuję się przez to uprawniony do stawiania się ponad tymi, którzy jeszcze nie wypuścili swoich utworów na świat. Wszystko zależy od tego, co debiutant pragnie osiągnąć. Czy coś mogę uniwersalnie doradzić? Zdystansowanie się do siebie i świata, a zarazem pozostanie otwartym na konstruktywną krytykę. Przecież to ogromny ból usłyszeć, że dzieło, któremu poświęciliśmy tyle wysiłku i zaangażowania, ktoś nazwie „kiepskim”. Ktoś inny powie, że „ciężko się czytało”. Jeszcze inny nazwie twój ulubiony fragment „przydługim i nudnawym”. Podziękuj za opinię, powstrzymaj łzy, a gdy ochłoniesz, zastanów się, które z opinii mają merytoryczne znaczenie, by móc wyciągnąć z nich jakąś poradę, by stać się lepszym pisarzem.

Bardzo pesymistyczna ta Twoja odpowiedź. Zastanawia mnie, skąd ona się wzięła? Z twoich doświadczeń? Jeśli nie chcesz, nie mów. Może jest coś pozytywnego, co chciałbyś doradzić przyszłym debiutantom?

Rozumiem, że ta odpowiedź może zdawać się pesymistyczna, bo użyłem dużo słów negatywnie nacechowanych, ale sprowadza się to do rady, by zachować balans i odnaleźć złoty środek na skali, w której jednym biegunem jest „To moja koncepcja artystyczna i nic nie będę zmieniać” a drugim „Powiedzcie co jest źle, to poprawię”.

Bardziej pozytywna rada? Nie chcę brzmieć na coacha, ale nie bójcie się, cholera, reklamować. Może tylko ja miałem ten problem? Po wydaniu „Kresa” uważałem, że nie wypada, bym ja sam publicznie mówił o jego zaletach, bym organizował sobie spotkania autorskie, tworzył fanpejdże itd. Kolejny piękny przykład, jak to blokady uwarunkowane systemem sprawiły, że szczęśliwe ze swego dzieła dziecko nie wylało swej radości na świat „bo nie wypada”.

A ja Wam mówię, byście się przed tym nie powstrzymywali.

Jakie cechy charakteru przydają się podczas pisarskiej pracy?

Dystans i otwartość, z powodów podanych powyżej.

Ogólnie „wrażliwość artystyczna” w szerokim pojęciu, umiejętność zachwytu nad zjawiskami, których niektórzy nie widzą, umiejętność, jakby to ujął William Blake, „dostrzeżenia świata w ziarnku piasku”.

Cierpliwość. „Jak to druga trzydzieści, a ja napisałem trzysta słów od północy!? W tym tempie nigdy tego nie skończę!”

Umiejętność planowania. „Jeśli naprawdę są ludzie, którzy są w stanie usiąść i na jednym posiedzeniu napisać całą powieść bez wcześniejszego zaplanowania jej, to tylko świadczy o ich ponadprzeciętnej umiejętności planowania z niedużym wyprzedzeniem. Nawet jeśli nie jesteś zwolennikiem planów wydarzeń, przyznasz, że oprócz emocji, jakiś szkic tego co chcesz napisać pojawia się w głowie, nim długopis dotknie papieru, czy palec klawiatury?”

Zaburzenia psychiczne.

Zgadzam się, że trzeba dostrzegać coś, co zwyczajny człowiek pominie. Cierpliwość jest ważna, bo można enty raz pisać tą samą książkę i nadal może nie podobać się autorce lub autorowi. Planować trzeba, bo nie wyobrażam sobie, że ktoś zasiada od tak do pustego pliku lub pustej kartki i pisze powieść. Czemu sądzisz, że podczas pisania przydają się zaburzenia psychiczne?

Częściowo był to żart, mający oddać powszechny wizerunek ekscentrycznego pisarza z głową w chmurach, który wręcz schizofrenicznie żyje swoim pomysłem, robi to tak intensywnie, że jego codzienne funkcjonowanie jest zaburzone. Ale uważam, że coś w tym jest. Wielu wielkich pisarzy, w tym moje autorytety, jak Philip K. Dick, Nietzsche, Witkacy… Albo cierpieli na zaburzenia psychiczne, albo nabawili się ich przez narkotyk i „niezdrowe” myślenie. Z biografii samego Dicka wynika, że miał urojenia o istnieniu równoległego świata, w którym on sam nazywa się inaczej i wiedzie inne życie. Miał urojenia rozmów z Bogiem, odkrycia rządowego spisku, przewidywania własnej przyszłości itd. Bardzo chciałbym wstawić słowo „wizje” zamiast „urojenia”, bo przecież zainspirowały one niejedną jego powieść, stały się budulcem sztuki, jaką tworzył. Jednak chcę tym słowem uwidocznić artystyczną użyteczność niektórych zaburzeń. Większość moich znajomych pasjonatów pisarstwa także podupada na zdrowiu psychicznym. Nie mówię, że polecam. Jednak uważam, że twórczości to sprzyja i zasługiwało na wymienienie.

Kiedy postanowiłeś zostać pisarzem?

Postanowiłem pisać. Ta etykietka pisarza też bardzo mi pasuje, aczkolwiek wynika ona z faktu, że postanowiłem pisać. Zostać pisarzem rozumiem tutaj jako być cokolwiek kojarzonym, pisać rzeczy, które wielu uzna za ważne; robić to częściowo zawodowo. W tym rozumieniu to nie jest postanowienie a marzenie – chciałbym zostać pisarzem!

Uważam, że jeśli ma się na swoim koncie chociaż jedną wydaną powieść, można nazwać się pisarzem. Może nie zawodowym, ale na pewno pisarzem z pasją. Wydaje mi się, że pisarz zawodowy traci ją powoli, bo wisi nad nim presja terminów. Czy Ty taką presję odczuwałeś przy wydaniu „Kresa”? Jak sobie z nią radziłeś?

Nie odczuwałem, bo pisząc „Kresa”, nie wiedziałem jeszcze, że uda mi się go wydać. W którymś z dawnych wywiadów o tym wspominałem. „Kres” był moją dziesiątą napisaną powieścią, z czego ostatnich pięć usiłowałem wypuścić na świat. Ale każdą też pisałem bardziej „dla siebie”. Stąd przy „Kresie” jedyna presja jaką miałem to samodyscyplina.

Ale wiem o czym mówisz, też mnie to zastanawia. Mam nadzieję, że kiedyś znajdę się w sytuacji, gdzie termin na powieść będzie mnie gonił, wtedy będę mógł odpowiedzieć. Ale czy presja zabije pasję? Uważam, że jest to możliwe, ale rolą pisarza jest tu świadomy proces powstrzymania tego, podobnie jak z omawianym wyżej zabijaniem wewnętrznego dziecka przez świat.

Dlaczego zacząłeś pisać?

Bo była to na swój czas najwierniejsza możliwość ekspresji tego, co działo się w wyobraźni mojego dziecięcego umysłu. Oczywiście wtedy tego nie analizowałem. Wtedy po prostu miałem pomysł na historyjkę i umiałem żyć tą historyjką bardziej niż realnym życiem. To to uczucie, zaangażowanie w stworzony przez siebie świat, poczucie jego realności… Dlatego zacząłem. A jaki był Twój powód?

Dość osobisty, wolę o nim nie mówić. Mogę tylko zdradzić, że nie byłam wtedy dzieckiem, a świeżo po szkole maturalnej. Pamiętam, jakby to wydarzyło się wczoraj, że gdy zaczęłam spisywać pomysł na romans paranormalny, zapomniałam o tym problemie. Nawet przepyszna czekolada nie dawała mi takiej ulgi jak tworzenie tej powieści. Ale dość o mnie. Ciekawi mnie co innego…

Co czujesz, gdy piszesz?

Czuję to o czym piszę. Nieraz odnoszę wrażenie, że sztuka polega na zaangażowaniu. Mam na myśli to, że zabijanie lubianej bohaterki opowiadania to ciężka przeprawa. A z drugiej strony czasami odczuwam stan dziwnej weny, zaangażowania, jakby inny stan świadomości, w którym przez parę dni chodzę z pomysłem w głowie, a potem piszę go i żyję nim bardziej niż czymkolwiek innym.

Doskonale Cię rozumiem. Właśnie przypomniałam sobie coś fajnego. Kiedyś, na początku mojej pisarskiej przygody, dopadł mnie pomysł. Nagle stanęłam i zaczęłam zapisywać go na ulotce, którą przed chwilą dała mi nieznajoma. Pamiętam, że było przy tym dużo radości i śmiechu z mojej strony. Nie czułam zażenowania, że ludzie na mnie patrzyli. Nie pamiętam, jakie to były spojrzenia. Ale to chyba nieważne? Myślę, że ważniejsze jest to, iż dzięki literackim pomysłom byłam pewniejsza siebie, szalona i zadowolona. Aż za tym zatęskniłam…

No dobrze, następne pytanie… Kto stanowi dla Ciebie inspiracje?

Wszyscy muzycy, których kiedykolwiek słuchałem. Wszyscy pisarze, których kiedykolwiek czytałem. Wszyscy aktorzy i reżyserzy, których filmy i sztuki oglądałem, wszyscy naukowcy, od których się uczyłem, oraz ci, którzy nauczali mnie.

No i oczywiście wszyscy moi znajomi, ci najbliżsi i ci dalsi. Czasami tacy, których tylko minąłem na ulicy. Zresztą, w pewnym fragmencie „Kresa” jest cytat:

Autobus to ciekawe miejsce. Wchodząc do niego, chcąc nie chcąc, staniesz się fragmentem tej szarej masy, częścią bezmyślnej, bezczynnej grupy. Będziesz patrzeć na te smutne twarze, myśląc, że nie stoi za nimi żadna osobowość, a ty jesteś inny, prawdziwy. I ci ludzie będą patrzeć na ciebie w ten sam sposób.

Każdy z nas jest trochę człowiekiem z autobusu.

Przejażdżka z tymi ludźmi, a więc ci ludzie zainspirowali myśl, która przerodziła się w pomysł, a z tego z kolei powstał powyższy tekst. Wierzę, że tak to działa.

Dlaczego muzykę wymieniłeś na samym początku? Jest ona dla Ciebie bardziej inspirująca niż literatura? A może ta Twoja kolejność nie ma znaczenia? Ale zanim odpowiesz, zdradzę, że też czerpię natchnienie głównie z muzyki i książek. Poza tym uwielbiam dramy koreańskie, które są dla mnie bardzo, bardzo inspirujące.

Kolejność nie miała znaczenia. Poza tym nie mówiłem o muzyce, a o muzykach. Chodzi mi o to, że pytałaś kto mnie najbardziej inspiruję. I fakt, wymieniłem muzyków, więc logiczne – muzycy inspirują mnie muzyką. Ale nie tylko. Jako ludzie muzycy inspirują mnie nie tylko tym co tworzą, ale swoim podejściem, zaangażowaniem, sposobem myślenia, nieraz całokształtem osobowości. Wspominam o tym, bo mój najlepszy przyjaciel jest muzykiem, a pisarsko wiele mu zawdzięczam.

A w kwestii co mnie najbardziej inspiruje, to nie muzyka, książki i teatr, one na podium współdzielą drugie miejsce. Pierwsze jest życie w swej istocie, codzienne zdarzenia, interakcje, obserwacje, odczucia…

Edukowałeś się w kierunku pisarstwa?

Bardzo dobre pytanie, na które odpowiem trochę skrótowo, bo całkiem niedawno idea „edukacji pisarskiej” stała się jednym z tematów, które rozpychają mi głowę.

Nie, nie miałem żadnej „formalnej edukacji” względem pisania. Ewentualnie mogę podpiąć pod tą etykietę moją polonistkę z gimnazjum, która lubiła moje teksty, pomagała mi i pozwoliła mi się rozwinąć, podczas gdy co do zasady polski system edukacji zabija kreatywność.

Staram się uczyć się tego na własną rękę. Słucham porad ludzi z doświadczeniem wydawniczym. Dużo czytam, nie ograniczając się do gatunków, które lubię. Ostatnio przełamałem się nawet i sięgnąłem po poradnik pisarski: „Warsztat Pisarza” Dwighta W. Swaina i muszę powiedzieć, jestem pozytywnie zaskoczony. Zaczynam wierzyć w użyteczność takiej formy edukacji pisarskiej. Może nie zrewolucjonizuje to moich umiejętności pisarskich, ale na pewno w znacznym stopniu jest pomocne.

O czym najbardziej lubisz pisać?

Tematy, mam wrażenie, są podświadome. Bardzo lubię umieszczać nierealne rzeczy w realnym świecie. Lubię pisać o skrajnych uczuciach. Co ostatnio zauważyłem – konstruowanie fabuły zazwyczaj sprowadza mi się do przesłania, mówiącego, że ludzkość jest zła. Co dziwne, nie uważałem się za mizantropa. A w „Kresie” z tego, że ludzkość jest zła, udało mi się wyłowić fakt, że człowiek może być dobry.

O takich właśnie rzeczach lubię pisać. Tak samo o zjawiskach międzyludzkich, relacjach, umyśle czy uczuciach. O logicznych przyczynach uczuć. A bardzo często wychodzą mi i z tego także niesamowicie globalne tematy takie jak przyszłość rasy ludzkiej. I to zarówno w przypadku dwóch powieści science fiction, które zdarzyło mi się popełnić, jak i w przypadku wierszy. Lubię myśleć co to będzie za przyszłość, skoro teraz mamy na nią wpływ.

A Ty? O czym najbardziej lubisz pisać?

Hmm… Ciężko mi zdecydować, co najbardziej. Jak widać na moim blogu w rozwinięciu zakładki „JAK NAPISAĆ…”, trochę tych moich zainteresowań jest. Ale gdybym musiała wybrać jeden gatunek, byłby nim romans paranormalny. Od niego zaczęła się moja pisarska przygoda. Podoba mi się, że są w nim i miłość i fantastyka.

Jaki jest Twój ulubiony autor z lat młodzieńczych?

Zależy co rozumiemy przez lata młodzieńcze. Za dziecka ojciec czytywał mi „Bajki Robotów”, a więc Lem. Później zacząłem wczuwać się w Sapkowskiego, aż przyłapałem się na próbach papugowania jego stylu. I w sumie, że nadal mam 21 lat, a to można określić jako lata młodzieńcze, to Philip K. Dick.

Twój autorytet pisarza to…?

Względem tematu twórczości, klimatu i wpływania na mózg oraz jako twórcę awangardy muszę wymienić wyżej wspomnianego Philipa K. Dicka. Z kolei pod względem otoczenia się w życiu swoją pasją i możliwością dzielenia się nią z ogromnym gronem odbiorców – Jakub Ćwiek.

O, też lubisz Jakuba Ćwieka. Fajnie. Właśnie przypomniało mi się, jak kiedyś polowałam na serię „Kłamca” i dowiedziałam się, że trzeba poczekać na dodruk… Ale dość wspominek. Chcę co nieco jeszcze dowiedzieć się o „Kresie”. Jak długo powstawała ta powieść?

Uczucia – cóż, pamięć różnych uczuć kumulowała się przez całe życie. Zaplanowanie, wymyślenie jak to uzewnętrznić literacko – pół roku. Napisanie – 2-3 miesiące. Proces wydawniczy – rok.

Zatęskniłem na to wspomnienie.

Eh, rozmarzyłam się na temat mojej książki… Zazdroszczę Ci, że proces wydawniczy masz już za sobą. Moją powieść ciągle poprawiam i nadal to nie jest to, co mi się marzy. Możesz coś na to zaradzić?

Może zbyt duże skupienie na detalu, dopracowywanie struktur gramatycznych zmian, poprawianie szczegółów, zabiło Twój ogląd na książkę jako całość? Kiedyś się na tym przyłapałem. Bo co zrobić, by powieść była lepsza, mógłbym zasugerować wyłącznie po zapoznaniu się z nią. A co zrobić byś sama była bardziej usatysfakcjonowana…? Jeśli mam rację w pierwszym założeniu, to odłożyć ją na jakiś czas, by potem wrócić i ocenić na świeżo całokształt.

Dzięki za rady. Wracając do „Kresa”, ile razy musiałeś tą powieść poprawiać?

Korekta redaktorska – kilka razy wymieniliśmy się tekstem z korektorem, by finalnie dojść do obecnej wersji bez wprowadzania dużych zmian.

Ile razy sam sprawdzałem? Około miliona, jak to nieustannie czyta się ostatnie fragmenty po ich napisaniu. I później w szerszym kontekście. Ale ze względu na to, że „Kres” miał od początku bardzo szczegółowy plan wydarzeń, to fabularnych zmian nie było. Zmiany momentami dotyczyły formy.

Nie przytłoczyła Cię ilość poprawek? Co sądzisz o ingerowaniu w Twój tekst korektora-redaktora? Może opowiesz bardziej, jak przebiegała wasza współpraca?

Nie przytłoczyła, bo korektor nie wprowadzał konkretnie poprawek – może kilka stylistycznych czy interpunkcyjnych – a sugestie drobnych zmian. Mogłem te sugestie przyjąć bądź nie. Sugestii tych przyjąłem niewiele, ale jestem wdzięczny korektorowi za pracę nad moim tekstem oraz koncepcje zmian. Jednak w ostatecznym rozrachunku to pisarz winien decydować, co pokazuje światu.

Jeśli chodzi o „Kresa”, czemu wybrałeś taką, a nie inną tematykę?

Akurat o „Kresie” mogę to powiedzieć – ta tematyka wybrała mnie.

Jak to wybrała Cię? Masz na myśli, że pomysł nie dawał Ci spokoju i podsunął gatunek „Kresa”?

Dokładnie tak, chodzi o podświadome pojawienie się pomysłu, ale też o to jak osobista jest dla mnie ta tematyka. „Kres” pokazuje moje przemyślenia na temat mojego świata widzianego moimi oczami.

Jak wpadłeś na pomysł napisania tej książki?

Takie pomysły przychodzą mi raz na jakiś czas i nie umiem tego wyjaśnić. Bo w „Kresie” strasznie pozwoliłem sobie wyrzygać się na kartki papieru wszystkimi uczuciami, ówczesnym światopoglądem, marzeniami, pomysłami, całym sobą. A zarazem, mimo że fabuła tej powieści nie jest najważniejszym jej aspektem, stanowi dobre spoiwo. Ją akurat zaplanowałem, łącząc wszystkie te aspekty, o których wyżej wspominam.

Chyba najbardziej bazowym pomysłem było: „napiszę oniryczną powieść, w której narratorem zrobię człowieka, którym chciałbym być, a przeciwstawię mu siebie, obecnego”. I wrzuciłem ich w realne miejsca, Katowice i ich okolice, ale świat nieco odrealniony…

Co jest Twoim celem na rok 2018?

Trochę tych celów jest.

Na pewno niedługo zamierzam zacząć nową formę bloga, coś ciekawego i poważnego, o regularnych wpisach. Nie będę podawał teraz szczegółów, ale w przeciągu kilku miesięcy ogłoszę bloga światu.

Zamierzam skończyć przynajmniej jedną z trzech powieści, które równolegle piszę.

Zamierzam wydać (tzn. opublikować papierowo albo na prestiżowej stronie www) choćby jedno opowiadanie.

Wiele nowych projektów także szykuje się w mej działalności pozaliterackiej. Pasjonuję się bowiem także aktorstwem, a od roku należę do grupy „robIM PROjekt”, która zajmuje się komediową improwizacją sceniczną. Dotychczas występowaliśmy głównie w Gliwicach i Bytomiu. Coraz bardziej podoba mi się to, co robimy, także rozwój grupy poprzez regularne występy również wpisuje się w moje plany.

Chcę zagrać ciekawą rolę w spektaklu lub w serialu, jeśli tylko Bogowie Castingów okażą się łaskawi.

Może rzucę palenie, ale raczej nie.

Tyle z głównych założeń. Nie lubię mówić dużo na wyrost. Jeśli tylko uda mi się zrealizować inny projekt, na który pomysł przyjdzie mi w trakcie 2018, albo którego koncepcja już tli mi się pod skroniami, na pewno zadbam, by Czytelnicy się o nim dowiedzieli.

Mateuszu, dziękuję Ci za poświęcony czas temu wywiadowi. Mam nadzieję, że nigdy nie przyjdzie Ci do głowy, by się poddać w pisaniu. To najgorsze, co mógłbyś zrobić. Skoro pisanie to Twoja pasja, brnij w nią dalej. Mam nadzieję, że Twój kryzys pisarski szybko minie i będziesz się z niego śmiał lub traktował jak zamglone wspomnienie. Może kryzys ma Cię nauczyć tego, że nie zawsze z Twojego serca, Twojego umysłu i Twoich palców będą wylewały się pomysły. Jeszcze raz życzę Ci szybkiego powrotu do twórczego pisania i stworzenia kolejnej powieści. Oby powstało ich jak najwięcej.

Bardzo Ci dziękuję za ciepłe słowa i za współpracę przy tej „Kryzysowej Konfrontacji Literackiej”. Ustaliliśmy już, że łączy nas pasja, a w wielu przypadkach dzieli podejście, dlatego chciałem jeszcze skontrastować nasze wrażenia artystyczne, zobaczyć jak Ty to widzisz. Jaki jest Twój wymarzony szczyt artystycznego spełnienia?

Szczyt artystycznego spełnienia? Ciekawe pytanie… Nie wiem, czy kiedykolwiek poczuję się spełniona pisarsko, bo jeśli pojawią się w mojej głowie nowe pomysły, to chętnie je spiszę. Na razie jest ich 21 i czekają cierpliwie na swoją kolej. Chyba za każdym razem, gdy przeczytam lub usłyszę „Wydamy Twój tekst”, będę spełniona, bo oto ktoś docenił mój wysiłek i zachwycił się moim marzeniem. Tak, każde z moich pomysłów traktuję jak marzenie, bo w końcu dzielę się tym, co tkwiło przez jakiś czas w mojej głowie i w moim sercu.

Życzę Ci takiego spełnienia jak najczęściej. Od tej kulminacji marzeń aż zapomniałem na chwilę o tym, że cała rozmowa wynikła z mojego kryzysu. Minionego, chciałoby się powiedzieć, bo na nowo odpalam się artystycznie i myślę, że powyżej dałem tego jakieś świadectwo. Jeszcze raz dziękuję. Sama „Konfrontacja” to krok do przodu dla nas obojga.

Ja również bardzo dziękuję. Pozostało mi już powoli kończyć naszą „Kryzysową Konfrontację Literacką”. Niestety, bo dobrze się przy tym bawiłam. Trochę cieszę się z Twojego kryzysu. Widzę, że otworzył on przed nami nowe możliwości.

Chcę jeszcze Ci coś przekazać, nie tylko Tobie, ale posłużę się już gotowymi słowami. One lepiej oddadzą to, co chodzi mi teraz po głowie. Fragmenty pochodzą z mojego opowiadania „Utracona nadzieja”, dokładnie z wywiadu dawnego Rafała Sojki, odnośnie jego książki „W głąb ziemi, w głąb czasu”. Mówi on tak:

„W głąb ziemi” oznacza zaglądanie we własną duszę, serce i umysł. Ziemia to symbol powstania powstania pierwszego człowieka ulepionego z gliny, który zapoczątkował istnienie ludzi. Czas natomiast jest pojęciem względnym, dlatego można go dowolnie interpretować. Brnie do przodu bądź niemiłosiernie się ciągnie, ale w ostateczności przemija. Coś, co teraz wydaje się daleką przyszłością, wkrótce będzie teraźniejszością, a potem przeszłością. Żeby móc to bardziej zobrazować, podam przykłady. Otóż… Umysł działa niczym komputer, w którym są zapisywane, przechowywane, odtwarzane lub kasowane poszczególne dane. Aparat fotograficzny chwyta chwile, do których możemy wrócić, patrząc na zdjęcie. Uważam jednak, że do najlepszych i najprzyjemniejszych „wehikułów” należą książki. Siedząc sobie wygodnie w fotelu, obserwujemy niezwykłą przygodę, przypuśćmy, że dziejącą się w epoce średniowiecza. Podróż do wyobraźni pisarza, który za pomocą słów pokazuje nam swój wyimaginowany, ale i w pewnym sensie prawdziwy świat, zawsze kończy się na ostatnim zdaniu.

Chcę uświadomić szczególnie młodym osobom, żeby nigdy się nie poddawały, by po upadku wstały i szły dalej, ku lepszej przyszłości, bo wierzę, że na każdego czeka coś dobrego. Nie wolno się bać, trzeba odnaleźć wewnętrzną siłę do walki. Uwierzcie zatem w siebie i sięgnijcie po marzenia. Zajrzyjcie w głąb ziemi, w głąb czasu.

Poniżej znajduje się sesja zdjęciowa z Mateuszem w roli głównej. Zdjęcia wykonał Jakub Karaś.

Mateusz P. Barczyk 2

Mateusz P. Barczyk 3

Mateusz P. Barczyk 4

Mateusz P. Barczyk – absolwent liceum międzynarodowego, obecnie student Psychologii i księgowy. Przede wszystkim pasjonat literatury, ze szczególnym zamiłowaniem do jej tworzenia.

Jego dorobek artystyczny, który ujrzał światło dzienne i do którego się przyznaje, to:

Scenariusze do sztuk teatralnych w języku angielskim:

1. ,,Meet The Death” wystawiona w teatrze Korez w 2013 roku w reżyserii Peadara de Burcy
2. ,,On The Thin Ice” wystawiona w teatrze Korez w 2015 roku w reżyserii Jeffa Shiffmana

Wiersze:

1. „Kształt Zapomnienia” w czasopiśmie artystycznym „Jednorożec” w 2016 roku
2. „Scena” w czasopiśmie artystycznym „Jednorożec” w 2016 roku

Więcej na blogu Mateusza: Młody świat.

Opowiadania:

1. „Zdefiniowałem Pustkę” w kwartalniku „Nieoficjalny Obiekt Literacki” w 2014 roku
2. „Człowiek, który nie rzucał cienia” w Spidersweb w 2014 roku
3. „Ubytek w Rzeczywistości” w Spidersweb w 2015 roku
4. „Teoria Względności” w Spidersweb w 2015 roku

Powieść:

1. „Kres” wydany przez wydawnictwo Novae Res w 2016 roku

Od 2013 roku Mateusz P. Barczyk uczestniczy w Sekcjach Literackich Śląskiego Klubu Fantastyki, z przerwą w 2016 i 2017 roku, gdy uczył się w Szkole Aktorskiej w Warszawie. Ostatnio należy do grupy improwizacji scenicznej „robIM PROjekt” i rozbawia ludzi. Chce, by ta grupa się rozwinęła, a przyszłość, szczególnie tą najbliższą, wiąże z kolejnymi projektami pisarskimi.

Mateusz P. Barczyk 5
Zdjęcie wykonała Klaudia Urbańska.

Ciekawe, czym jeszcze zaskoczy nas Mateusz P. Barczyk?

Pozdrawiam,

Barbara Kirszniok
Mimi

Barbara Kirszniok

Podziel się tym wpisem ze znajomymi

Mimi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *