Wywiad z Andrzejem Trybuła

Andrzej Trybuła 1

Andrzej Trybuła, zagorzały miłośnik fantastyki i pisarz-amator z Opola. Członek Sekcji Literackiej „Logrus” Śląskiego Klubu Fantastyki. Przyjaciel Opolskiego Klubu Fantastyki „Fenix”. Członek jury w opolskim konkursie dla młodych pisarzy „Literacki Fenix”. Recenzent na portalu literackim „Herbatka u Heleny”. Debiutował w roku 2014, opowiadaniem „Ludzki demon” zawartym w antologii „Światy równoległe”. Autor wydanej w 2017 roku powieści „Majowa pora sucha”.

Powieści i zbiory opowiadań:
– Majowa pora sucha (Kancelaria, 2017)

Opowiadania:
– Ludzki demon (w antologii Światy równoległe, Solaris, 2014)
– Vamok (Herbatka u Heleny, Tea Book 2: Science Fiction 2015)
– Dolina stwarzania rzeczy (Herbatka u Heleny, Tea Book Fantastyka 2014)
– Polowanie na Fritza Lange (Herbatka u Heleny, Tea Book Fantastyka 2014)
– Śmierć aktywowana śmiercią (Herbatka u Heleny, Tea Book Fantastyka 2014)
– Ręce po stokroć przeklęte (Herbatka u Heleny 2013)
– Granica rzeczywistości (Herbatka u Heleny, Herbasencja – grudzień 2013)
– Źródło (Herbatka u Heleny 2013)
– Kolacja ((Herbatka u Heleny 2013, niedobre literki 2013)

Andrzej Trybuła 2

Jaka książka jest dla Ciebie najważniejsza? Dlaczego?

Uwielbiam wiele książek, i wiele książek odcisnęło w moim umyśle swoje piętno. Niektóre cały czas stanowią dla mnie źródło nieustającej inspiracji. Na przykład „Trylogia husycka” Andrzeja Sapkowskiego, idealny mix: rzetelnego kawałka historii, intrygującej fabuły, odrobiny magii i genialnego humoru. Trzeba przyznać, że jest to powieść wyjątkowa. Ale są też i inne. „Człowiek z wysokiego zamku” Philipa K. Dicka, wspaniała i wyjątkowo przygnębiająca książka. „Lód” Jacka Dukaja, jak głupi, straciłem nad tą cegłą całe dwa tygodnie wakacji nad morzem. Czy genialny kryminał zakonny „Imię róży” Umberto Eco, który po prostu wbił mnie w ziemię. Jednak biorąc pod uwagę kryterium ilości czytań, okazuje się, że najważniejsza jest dla mnie „Bitwa o ziemię” L. Rona Hubbarda. Nie wiem do końca dlaczego, cały czas to zgłębiam, ale jest to książka po którą sięgałem do tej pory najczęściej, chyba z dziesięć razy, i pewnie przeczytam ją jeszcze nie raz. Jest to powieść, która – według mnie – zawiera także najlepsze pierwsze zdanie, jakie czytałem do tej pory. Zdanie krótkie, ale stanowiące idealną kwintesencję, podsumowanie a nawet chyba i streszczenie całej, niekrótkiej wcale, bo liczącej ponad 850 stron, pozycji. „– Człowiek – powiedział Terl – jest skazany na całkowitą zagładę.” Genialne, prawda!? Idealnie w temacie. Kto czytał, pewnie wie o czym mówię. Chciałbym kiedyś napisać coś równie trafnego.

Kiedy napisałeś pierwsze opowiadanie? Co zainspirowało Cię do jego stworzenia? Dlaczego?

Do tej pory zastanawiam się, dlaczego? Zacząłem pisać dosyć późno, jako człowiek już dojrzały. Teraz, wiem na pewno, że nie był to tak zwany „kryzys wieku średniego”. Nie była to także realizacja marzeń z lat młodości. Zawsze lubiłem czytać książki, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby próbować stworzyć coś samemu. Nie miałem wcześniej takich pragnień. Więc, co to było? Wiem, że zabrzmi to niedorzecznie, ale do dzisiaj odbieram to jako jakiś rodzaj przymusowej ingerencji. Tak jakby jakaś siła duchowa z zewnątrz próbowała pokierować moim życiem. W pewnym momencie, po prostu jakiś głos w głowie zaczął mi mówić. Pisz! Pisz! Pisz! Pisz! Przekaz był na tyle wyraźny i stanowczy, że nie miałem innego wyjścia i zacząłem pisać. Najpierw, krótkie opowiadania z moim synkiem w roli głównej, a potem opowiadania fantastyczne i powieści. Tak się fajnie ułożyło, że pierwsze pełne opowiadanie które napisałem stało się później także moim debiutem literackim. Było to opowiadanie „Ludzki demon” zawarte w klubowym zbiorku sekcji literackiej ŚKF-u „Światy równoległe” wydanym w 2014 roku.

Kiedy napisałeś pierwszą książkę? Co zainspirowało Cię do jej stworzenia? Dlaczego?

Pierwszą powieść napisałem chyba w roku 2010. Może rok wcześniej. Miałem wtedy okres fascynacji książkami Zecharii Sitchina. O dwunastej planecie, Nibiru, kosmitach którzy dawno temu przylecieli na ziemię, starożytnych religiach i bogach: mezopotamskich, mezoamerykańskich, hinduskich, i innych. Naturalnym więc było, że główną inspiracją pisanej historii stały się właśnie czytane z wypiekami na twarzy informacje z dalekiej przeszłości. Można też powiedzieć, że do pisania inspiruje mnie przede wszystkim czytanie książek. Wyszła z tego całkiem zgrabna przygotówka o wyprawie do wnętrza ziemi opatrzona wielce wymownym tytułem „Agharta”. Pamiętam, że po napisaniu wysłałem ją nawet na konkurs organizowany przez miesięcznik Fantastyka, ale jak widać bez sukcesu. Aktualnie powieść czeka sobie cierpliwie w szufladzie na konieczne przeróbki i drugą szansę.

Ile czasu dziennie poświęcasz na pisanie? Jakie przy tym towarzyszą Ci problemy? Jak sobie z nimi radzisz?

Niestety, to jest mój problem. Pisaniu poświęcam się raczej sporadycznie. Pracę zaczynam w momencie, kiedy wyrzuty sumienia są już tak nieznośne, że po prostu nie mam innego wyjścia. Siadam wtedy przed komputerem i próbuję coś tworzyć. Zazwyczaj kończy się to rozpoczęciem jakiegoś tematu, który później rozwijam całymi miesiącami, jak nie latami.

Jak „nastrajasz się” do pisania, to znaczy co jesz, pijesz i słuchasz przed lub w trakcie procesu twórczego?

Przede wszystkim muszę się rozgrzać. W teorii powinno to być tak, że siadam do pisania i w drugiej albo i trzeciej godzinie mój umysł osiąga taki stan, że odpowiednie słowa przychodzą niemal same do głowy, a praca staje się przyjemnością. W praktyce oznacza to niestety długie ślęczenie przed monitorem komputera i robienia wszystkiego innego, tylko nie pisania. Pomagają w tym wydatnie media społecznościowe, które niestety są „zabójcą czasu”. Jak już jestem rozgrzany, to zazwyczaj okazuje się, że została mi tylko godzinka, lub dwie na pisanie właściwe. I tak to się niestety u mnie kręci. Już w trakcie pisania lubię się jednak odciąć zupełnie od otoczenia, nakładając słuchawki na uszy i słuchając dobrej muzyki. Mam swoją ulubioną płytę zespołu „Raz dwa trzy”. Lubię też słuchać muzyki poważnej, np. Chopina. Opowiadanie „Ludzki demon” napisałem przy wspaniałym akompaniamencie genialnych mazurków, nokturnów i walców, i było to dla mnie niezapomniane przeżycie. Świetny do pisania jest też Vivaldi, bardzo energetyczny. Najlepsza jest jednak cisza. Taka totalna, w której niemal słyszysz własne myśli.

Co robisz, gdy dopadają Cię blokady twórcze?

Strasznie mnie to irytuje, ale jednocześnie i mobilizuje do walki. Paradoksalnie wtedy właśnie próbuję pisać na umór, na przełamanie. Wszystko jedno co i wszystko jedno jak, byleby pisać. Po jakimś czasie, nawet niezbyt długim, okazuje się, że słowa które mam w głowie udaje się przelać na ekran i niemoc jakoś przechodzi. Praca to najlepszy sposób na przełamanie barier. Wydaje mi się, że akurat w moim przypadku błogie lenistwo jest gorszym wrogiem pisania niż blokada twórcza.

Czego nie znosisz w tworzeniu książki?

Nie znoszę jak mi się przeszkadza. Szczególnie w tych momentach, kiedy zaczyna mi naprawdę dobrze iść. Wtedy lepiej mi nie przeszkadzać, bo potrafię być naprawdę irytujący, złośliwy a nawet lekko agresywny. Moi bliscy wiedzą coś na ten temat. Normalnie jestem do rany przyłóż, ale w takich chwilach największego napięcia wychodzi ze mnie zwierzę.

Co lubisz, a czego nie znosisz w książkach? Dlaczego?

Mówiąc najbardziej ogólnie, lubię książki i lubię z nimi obcować. Przy tym uwielbiam czytać książki łatwe, lekkie i przyjemne. Takie, których się nie czyta, a po których się po prostu płynie, i to bez specjalnego wysiłku umysłowego. Co nie znaczy, że są one bezwartościowe i płytkie, bo takich znowu nie lubię. Książka, nawet bardzo poważna, musi być po prostu bardzo dobrze napisana. Musi posiadać swój specyficzny rytm, jak dobra muzyka. Rytm, który bardzo szybko zaczyna wibrować w tym samym zakresie fal co umysł czytelnika, zestraja się z nim, a ostatecznie sprawia, że czytelnik i książka stają się przez chwilę jednością. Takie lubię najbardziej.

Czy jest coś, co chciałbyś osiągnąć, a nie jest związane z pisaniem?

Chciałbym być specjalistą w jakiejś dziedzinie. Wszystko jedno w jakiej. Umieć perfekt jakiś język obcy, albo znać jakiś temat na tyle dobrze, że ludzie przychodziliby do mnie po poradę.

Co czułeś, gdy zadebiutowałeś?

To była olbrzymia euforia, ale na szczęście bardzo krótka. Nie da się normalnie funkcjonować w takim uniesieniu. Bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że wydać książkę, a sprawić żeby była ona czytana, to dwie różne rzeczy. Że po napisaniu tekstu, korekcie, redakcji, składzie i druku przychodzi jeszcze etap promocji i dystrybucji, które są tak samo ważne jak pięć pierwszych etapów. Pisanie i wydawanie książek to po prostu ciężka orka na ugorze.

Co chciałbyś doradzić przyszłym debiutantom.

Żeby się nie zrażali tym, że rzeczywistość wygląda trochę inaczej niż nasze wyobrażenia. Żeby pisali jak najwięcej i żeby zachowali pogodę ducha. Ostatecznie te wszystkie opowiadania znanych pisarzy, tych którzy odnieśli sukces, są w dużej mierze oparte na prawdzie. Trzeba mieć tylko trochę szczęścia w życiu, a jak mówi przysłowie, szczęściu trzeba dopomóc, w naszym przypadku pisaniem. I tak koło się zamyka. Trzeba pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Nie ma lepszej rady dla pisarza.

Anrzej Trybuła 3

– Macie swoje, żółte gówno!

Pierwszy z woreczków wyleciał z okna i zataczając piękny łuk w powietrzu wbił się w tłum. Głośno chlapnęło. Idący ulicą ludzie rozstąpili się szybko na boki tworząc chwilową wyrwę w morzu głów. Ktoś został z tyłu próbując oczyścić swoje buty i ubranie. Tymczasem z wysoka nadlatywały już kolejne woreczki z fekaliami. Zaniepokojeni Chińczycy zadzierali głowy do góry. W oknach, na trzecim piętrze kamienicy, zauważyć można było rozbawionych młodych ludzi.

Najbardziej śmiał się Dzidziuś. Ryczał ze śmiechu tak, że mało mu boków nie urwało. Trzymał się mocno krawędzi okna żeby nie wypaść na zewnątrz. W pewnym momencie, gdy już zabrakło pocisków do rzucania, złapał za plastikową miskę i rzucił ją z impetem na dół. Jego czyn wywołał kolejną falę śmiechu w pokoju. Odczuwając wyraźną ochotę na więcej, spróbował zabrać jednemu z kolegów pustą butelkę po piwie. Tamten jednak nie dał jej sobie wyrwać z ręki.

– Jaros mówił, żeby za bardzo nie przesadzać – powiedział, niezbyt pewnie.

– Pierdolić Szczekacza! – Dzidziuś wyrwał jednak butelkę i rzucił ją mocno za okno. Z jego twarzy zniknął uśmiech. Popatrzył surowo na pozostałych. Wszyscy umilkli. Wiedzieli dobrze, że z Baronem Dzidziusiem można było pożartować tylko do czasu.

– Bierzemy sprzęt i idziemy na dół. Czas się zabawić na poważnie. Ich przywódca wskazał na ścianę. Leżały tam, budzące respekt, grube kije. Przygotowane zawczasu, niczym ulubione zabawki. Wypielęgnowane i świecące czystością.

– A jak któryś chłopczyk, wspomni mi jeszcze raz o Jarosie, to osobiście rozpierdolę mu mózg na miazgę – dodał chłodno.

Książkę autora można kupić tutaj

Dziękuję pięknie za wywiad.

Pozdrawiam,

Barbara Kirszniok
Mimi

Barbara Kirszniok

Podziel się tym wpisem ze znajomymi

Mimi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *