Wywiad z Martyną Dziugieł

Martyna Dziugieł 1

Martyna Dziugieł mówi o sobie tak:

Urodziłam się 21 grudnia 1989 r. w Rudzie Śląskiej. Ukończyłam studia na Wydziale Organizacji i Zarządzania Politechniki Śląskiej oraz na Wydziale Nauk Technicznych Wyższej Szkoły Zarządzania Ochroną Pracy. W latach 2005-2011 uczęszczałam na zajęcia w Pałacu Młodzieży w Katowicach „Koło Młodego Twórcy”, na których rozwijałam swój warsztat literacki (zajmowałam się zarówno prozą jak i poezją). W 2011 roku zmieniłam grupę literacką na działającą w Miejskim Domu Kultury w Rudzie Śląskiej „Szufladę”. Jestem laureatką wielu konkursów literackich – m.in.: I miejsce w VIII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Gustawa Zielińskiego w Skępem (2010 r.), II miejsce w VII Ogólnopolskim Konkursie Literackim „Zabrzańska jesień literacka” (2011 r.), Wyróżnienie w Konkursie Literackim na opowiadanie fantastyczne „Techniką czy Magią 3?” (2009 r.). W 2010 r. za osiągnięcia literackie otrzymałam Pałacowego Oskara – nagrodę przyznawaną najwybitniejszym wychowankom Pałacu Młodzieży w Katowicach. W 2012 r., dzięki pomocy dyrekcji Miejskiego Domu Kultury w Rudzie Śląskiej oraz Oficyny Wydawniczo-Usługowej „Beniger Media” i przy wsparciu sponsorów, wydałam tomik poezji „By światło mogło się odbić”, którego byłam redaktorem i współautorem. Brałam udział w wieczorku poetyckim „Młoda Rudzka Poezja” w ramach „Rudzkiej Jesieni Kulturalnej” (2011 r.) oraz w wieczorku promocyjnym tomiku wierszy „By Światło Mogło Się Odbić” (2012 r.). Na początku 2015 r. wydałam na iTunes pięć ebooków (w tym jeden bezpłatne: promujące zbiór opowiadań oraz specjalną świąteczną opowieść). Moje ebooki (dedykowane dorosłym czytelnikom) zostały pobrane przez ponad 1300 użytkowników. W czerwcu 2017 r. ukazała się moja debiutancka powieść „Szmaragdowy Wąż”.

Choć w październiku 2016 r. zmieniłam stan cywilny i nazwisko, publikuję pod nazwiskiem panieńskim „Dziugieł”.

Martyna Dziugieł 2

Zdjęcie zrobione przez: ms-photo

Jaka książka jest dla Ciebie najważniejsza? Dlaczego?

Nie potrafię wskazać jednej najważniejszej książki. Tak naprawdę każda przeczytana książka dodawała coś do mojego życia. Mogę jednak wskazać dwóch pisarzy, których twórczość wywarła największy wpływ na mnie i na moją twórczość. Pierwszym z nich jest Haruki Murakami. Japoński pisarz, który w mistrzowski sposób łączy proste historie z codziennego życia ze światem fantastycznym. W jego powieściach nawet najbardziej abstrakcyjne sytuacje wydają się czymś naturalnym. Miałam szczęście poznać jego dorobek w czasie, kiedy najintensywniej pracowałam nas swoim warsztatem. Nauczyłam się nie bać eksperymentować, mieszać światy ze sobą i pokonywać bariery, które wcześniej tkwiły w mojej głowie. Drugim pisarzem, który jest moim literackim autorytetem, jest Stanisław Lem. On z kolei z jednej strony był dla mnie przykładem, że wcale nie muszę studiować polonistyki, by pisać, z drugiej zachęcił, by być wiernym swoim wizjom i nie bać się przelewać na papier tego, co dla wielu może wydawać się zbyt odważne.

Kiedy napisałaś pierwsze opowiadanie? Co zainspirowało Cię do jego stworzenia? Dlaczego?

Pierwsze opowiadanie popełniłam w szkole podstawowej. Takie mieliśmy zadanie domowe. Pamiętam, że pisałam wtedy o kucykach, bo akurat na takim etapie były wtedy moje zainteresowania. Dostałam za nie szóstkę. Mniej więcej w tym samym czasie najwyższą ocenę dostałam także za wierszyk – bajkę o kocie Mlekopiju, którą napisałam w czasie wakacji. I chyba właśnie wtedy poczułam, że to jest to, co chcę robić, co sprawia mi przyjemność. A dobre oceny utwierdziły mnie w tym, że mogę być w tym dobra. Wydaje mi się, że na początku mojej pisarskiej drogi nie było mowy o inspiracji. Dzieci mają bujniejszą wyobraźnię od dorosłych i niewiele im trzeba, by coś stworzyć. Tak było i w moim przypadku.

Kiedy napisałaś pierwszą książkę? Co zainspirowało Cię do jej stworzenia? Dlaczego?

Pierwszą książkę pisałam latami. Zaczęłam w gimnazjum, skończyłam w ubiegłym roku. Wersji przerobiłam niezliczoną ilość, zmieniałam wszystko, oprócz tytułowego Szmaragdowego Węża. Jedyne czego byłam pewna od początku, to że książka będzie kręcić się właśnie wokół niego. Pomysł zrodził się we śnie. Była w nim kryształowa sala i on – Szmaragdowy Wąż. Sen przyśnił mi się dwukrotnie, w odstępie paru lat. Po prostu czułam, że muszę się trzymać tego pomysłu.

Ile czasu dziennie poświęcasz na pisanie? Jakie przy tym towarzyszą Ci problemy? Jak sobie z nimi radzisz?

Bywają dni, że mogę pisać przez kilka godzin. Zdarzają się długie miesiące, kiedy nie piszę ani słowa. Do tej pory moje pisanie było bardzo nieregularne. Niestety praca, zajmowanie się domem i inne codzienne sprawy skutecznie zajmowały mi czas. Tłumaczyłam to sobie oczekiwaniem na natchnienie. A prawda była taka, że natchnienie wcale nie jest mi potrzebne. Owszem, zdarza mi się tkwić przed pustą kartką, pisać kilka zdań i w kółko je usuwać, ale takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko. Zwykle, gdy zmuszę się do pisania, jakoś samo leci. Jak w wielu innych dziedzinach życia problem najczęściej tkwi w nastawieniu. Jeśli chce się coś zrobić, zawsze znajdzie się na to okazja. Szukaniem wymówek niczego się nie osiągnie. Dlatego teraz, kiedy przygotowuję drugą powieść, po prostu się zmuszam. I choć wiem, że za parę tygodni będzie mi jeszcze trudniej pogodzić nowe obowiązki z pisaniem, wierzę, że dam sobie radę.

Jak „nastrajasz się” do pisania, to znaczy co jesz, pijesz i słuchasz przed lub w trakcie procesu twórczego?

Tak naprawdę, kiedy już siądę do pisania, wystarczy mi muzyka z iPoda. Nie mam wybranej ścieżki dźwiękowej przeznaczonej do pracy twórczej. Wystarczy mi, że w tle słyszę coś, co znam i co odcina mnie od zewnętrznego świata. Muzyka jest barierą między moimi myślami, a hałasem. A kiedy już się pogrążę w pisaniu, mogę nie jeść i nie pić, dopóki nie wstanę od komputera. Ewentualnie wystarczy w pobliżu woda lub dzbanek herbaty, tak „na wszelki wypadek”, jakby zaschło mi w gardle.

Co robisz, gdy dopadają Cię blokady twórcze?

Próbowałam różnych metod. W poradnikach dla pisarzy jest wiele ćwiczeń, które mają pomóc w szlifowaniu warsztatu. Ale na mnie one nie działają. Pisanie pod dyktando nie powoduje u mnie „odblokowania się”. Wyjście na spacer, oderwanie się na chwilę od pracy, również nie przynosi żądanych efektów. Jedyną skuteczną metodą pokonania twórczej blokady jest jej regularne forsowanie. Któregoś dnia, siedząc nawet na siłę przed pustą stroną, w końcu musi się udać.

Czego nie znosisz w tworzeniu książki?

Irytujące, choć na swój sposób zabawne, jest, gdy historia zaczyna żyć własnym życiem i nijak ma się do tego, co zaplanowałam. Często okazuje się, że opowieść na tym zyskuje, czasami jednak wymaga cofania się z akcją i nastawiania jej na właściwe tory.

Co lubisz, a czego nie znosisz w książkach? Dlaczego?

Zacznę od tego, czego nie lubię w książkach – że się kończą. Każda opowieść jest dla mnie odrębnym światem, do którego wchodzę za każdym razem, gdy po jakiś tytuł sięgam. Przyzwyczajam się do bohaterów, wczuwam się w ich sytuacje, mocno angażuję się emocjonalnie. Staram się nie pochłaniać książek, ale delektować się czasem, jaki z nimi spędzam. I kiedy czasem po kilku czy kilkunastu dniach, a czasem nawet po paru tygodniach, jeśli nie mam czasu na czytanie, dochodzę do ostatniego zdania, czuję się, jakby mi coś odebrano. Pustka po pewnym czasie zapełnia się innymi historiami, ale samo dotarcie do zakończenia jest dla mnie przykrym przeżyciem, choćbym nie wiem jak od początku książki była ciekawa jej końca. A lubię w książkach właśnie tę możliwość przeniesienia się do innego świata. Książki są przepustką do tego, co normalnie jest poza zasięgiem, czego w prawdziwym życiu nie możemy lub nawet nie chcielibyśmy przeżyć.

Czy jest coś, co chciałabyś osiągnąć, a nie jest związane z pisaniem?

Chciałabym kiedyś przebiec maraton. Nie jestem wielką miłośniczką biegania, daję radę pokonać do 7 km jednym ciągiem. Ale rzadko trenuję. Aktualnie nawet nie mogę biegać i będę musiała poczekać jeszcze pół roku. Zazdroszczę jednak osobom, które mijają mnie w sportowym stroju na deptaku, kiedy ja mogę tylko spacerować z psem. Biegania nie postrzegam jako dbania o kondycję, czy sposobu na spędzanie wolnego czasu. W bieganiu najbardziej podoba mi się pokonywanie własnych ograniczeń. Z każdym kolejnym kilometrem pojawiają się nowe blokady. Bo nie mam już siły, bo mi się już nie chce, bo jest za ciepło, bo… i tutaj wpiszmy kolejne tysiąc powodów, przez które mogłabym się poddać. Ale ja biegnę dalej i to daje mi ogromną satysfakcję. Mam za sobą udział w dwóch biegach, medale mam powieszone nad łóżkiem i każdego dnia przypominają mi, że tylko dzięki wytrwałości można coś osiągnąć. Przebiegnięcie maratonu jest dla mnie teraz czymś bardzo nierealnym, dlatego tak bardzo chciałabym to osiągnąć. By za kilka lat powiedzieć sobie „udało mi się”.

Co czułaś, gdy zadebiutowałaś?

Strach. Książkowy debiut – szczególnie, gdy mówimy o wydaniu „Szmaragdowego Węża” jest spełnieniem marzenia, które tkwiło w moim sercu od bardzo długiego czasu. Moment, gdy odebrałam gotową książkę z drukarni sparaliżował mnie strach. Czy książka będzie dobra? Czy będzie się podobać? Czy ktoś będzie chciał po nią sięgnąć? Debiut książkowy jest wyjściem z cienia, obnażeniem się przed czytelnikami i wkroczeniem w świat promocji, spotkań autorskich i krytyki. Zawsze byłam typem szarej myszki – choć teraz wielu osobom trudno w to uwierzyć. Długimi latami pracowałam nad pewnością siebie i do teraz przed jakimkolwiek publicznym wystąpieniem czuję przerażenie. Ale na to jest tylko jedno lekarstwo – stawianie czoła własnym lękom.

Co chciałabyś doradzić przyszłym debiutantom?

Żeby nie bali się marzyć i walczyli o samych siebie. Przed i po debiucie będą trafiali na różnych ludzi. Niektórzy będą trzymać kciuki, kibicować, wspierać i głaskać po głowie. Inni będą krytykować, a nawet hejtować dla frajdy – to jest teraz bardzo popularne. Pomiędzy tymi dwoma grupami ludzi znajdują się ci najważniejsi – konstruktywni krytycy, którzy z zaangażowaniem przeczytają daną książkę i podzielą się opinią nie po to, by kogoś zranić, ale by pomóc autorowi w dążeniu do doskonałości. Nikt nie jest idealny. I nie można dogodzić wszystkim. Należy więc rozważnie podchodzić do wszystkich opinii i wyciągać z nich wnioski. Przy tym wszystkim najważniejsze jest jednak, żeby zapamiętać, że nigdy nie będzie w 100% cukierkowo ani w 100% beznadziejnie.

Martyna Dziugieł 3

Stokrotka

uciekła
biała tancerka
popularnej nuty

tańczy naga
do muzyki słońca
skąpanego w blasku ulicznych latarni

rozsiewa słowa
ukryte w skarbcu
w najniższej komnacie serca

wiatr
układa u jej stóp
płatki róż
skomląc o uśmiech samotności

słodki zapach channel no.5
kłania się
ostatni raz

[16 listopada 2009]

Uśmiech ciszy

zgasł ostatni sen
z tysiąca lampionów
niesionych przez procesję
w stronę nocy

ucichło ostatnie westchnienie
zgubionej wiolonczeli
smaganej dłonią wiatru

koniec wyprzedził wszystkich
przerywając złotą wstęgę
i zajmując jedyne miejsce na podium

wśród braw ostatniego pożegnania
zamieszkała cisza
by marzyć

i uśmiecha się

[29 września 2010]

Martyna Dziugieł 4

Pierwszej nocy po przyjeździe nad jezioro Amanda miała problem z zaśnięciem. Otaczająca ją cisza, przerywana jedynie cykaniem świerszczy, sprowadziła do niej setki myśli – nawet te, które dawno od siebie odrzuciła. Znikąd pojawiły się niegdyś zapomniane obrazy, ulubione piosenki, niespełnione marzenia.

Kilka godzin kręciła się na łóżku w poszukiwaniu snu. Bezskutecznie.

Przez okno wpadała księżycowa poświata. Do tej pory Amanda zasypiała w pokoju, który całą noc rozświetlany był przez światło ulicznej latarni. Jednak atmosfera towarzysząca lekko rozjaśnionemu pomieszczeniu, sprowadziła na dziewczynę niepokój. Nękała ją myśl, że skoro to rodzinne miasteczko jej ojca, dziwne było, że nigdy nie spędzali tu wakacji lub choćby weekendu. Okolica przewyższała urodą wszystkie dotychczasowe miejsca w jakich byli. Nie potrafiła sobie również przypomnieć, by Ryszard kiedykolwiek wspominał o swoich rodzicach. Tylko raz, gdy chodziła jeszcze do przedszkola, tuż przed dniem babci, zapytała o nią Magdę. Usłyszała wtedy, że po prostu jej nie ma. Małej dziewczynce taka odpowiedź nie wystarczyła, ale zakazano jej poruszania tego tematu. Z czasem myśli o babci znikły. Aż do tamtej nocy.

Amanda wstała i podeszła do okna. Tarcza księżyca odbijała się w gładkiej tafli jeziora.

– Księżycowa Kraina – szepnęła do siebie, po czym zamarła w bezruchu. Przypomniała sobie bajkę, którą wiele lat temu tata opowiedział jej na dobranoc.

– To było nad jeziorem, takim jak tu. Niedaleko mieszkała staruszka z córką, byli jacyś źli ludzie i wąż.

Szczegóły z biegiem lat się zatarły i oprócz kilku kluczowych słów, Amanda nie pamiętała wiele. Jednego natomiast była pewna – to była opowieść o tym miasteczku.

Wróciła do łóżka, próbując odtworzyć w pamięci tę historię. Nawet nie spostrzegła, gdy zmorzył ją sen.

Dziękuję pięknie za wywiad.

Pozdrawiam,

Barbara Kirszniok
Mimi

Barbara Kirszniok

Podziel się tym wpisem ze znajomymi

Mimi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *