Wywiad z Mateuszem P. Barczyk

Mateusz P. Barczyk 1

Mateusz P. Barczyk mówi o sobie tak:

Nazywam się Mateusz P. Barczyk. Od kiedy pomiędzy moimi skroniami pojawiła się namiastka świadomości, zafascynowała mnie twórczość. Powoływanie do istnienia nowych aspektów rzeczywistości.

Kiedyś nie nazywałem tego w ten sposób, jednak już jako dziecko miałem w zwyczaju przyozdabiać białe kartki papieru bujną gamą kolorów, upojony światem, który kreował się w moim umyśle.

Później nauczono mnie pisać, a ja zobaczyłem nieskończenie wiele światów jawiących się w tych kilkudziesięciu literkach.

W wieku dziesięciu lat napisałem książkę i zrozumiałem, że twórczość literacka do końca życia pozostanie moją pasją.

W wieku lat czternastu napisałem wiersz. Chwilę później wziąłem się za scenariusz sztuki teatralnej, który później został wystawiony na deskach sceny. Od tego czasu otwieram wciąż nowe literackie furtki, usiłując napełnić moje twory treścią i wydać je na świat.

Inspirują mnie najróżniejsi twórcy ze wszystkich stron świata i epok. Nietzsche nauczył mnie potęgi jednostki i idei antykonformizmu. Philip K. Dick udowodnił, że moc ludzkiego umysłu jest nieograniczona. Gąbrowicz pokazał, że można łamać wszelkie formy. Lem zapoznał mnie z ideą pomocy ludzkości w kroczeniu do przodu. Herbert zademonstrował, że ze szczytu schodów może być widać pustkę. I wielu mógłbym tak jeszcze wymienić.

Poza pisarstwem próbowałem wszelkiego rodzaju sztuk. Rysowałem, chwyciłem za gitarę, tańczyłem breakdance, byłem w szkole aktorskiej… Każde z tych przeżyć dało mi wiedzę i inspirację twórczą. I wiem, że póki starczy mi sił, dalej będę próbował nowych rzeczy.

Poza tym jestem szczęśliwym człowiekiem, rdzennym obywatelem Śląska, miłośnikiem motoryzacji, wyznawcą zdrowego trybu życia, niewierzącym, stonerem, studentem psychologii, heteroseksualistą, okularnikiem i zakochanym chłopakiem.

Dużo byłoby tych społecznych etykiet. Mam nadzieję, że powyższy tekst zdradził Wam o mnie o wiele więcej, niż one.

Mateusz P. Barczyk 2

Jaka książka jest dla Ciebie najważniejsza? Dlaczego?

Ciężko wytypować jedną najważniejszą. Z pewnością „Bajki Robotów” Lema odegrały bardzo dużą rolę w moim życiu, bo gdy byłem mały pamiętam, jak ojciec czytał mi je do snu, a ja słuchałem zafascynowany, i to stąd wyniosłem pasję do fantastyki.

Jednak chyba najważniejszą książką, po którą świadomie sięgnąłem, było „Valis” Philipa K. Dicka. Przeczytałem większość jego dzieł, plus biografię „Boże Inwazje” autorstwa Lawrence’a Sutina. Oniryczność „Valis” i to jak bardzo Dick przemyca aspekty swojego umysłu do fabuły powieści (sam fakt, że głównymi bohaterami są: Philip Dick i Grubas Koniolub; Philip z angielskiego oznacza „miłośnik koni”, a z niemieckiego Dick – „grubas”, sprawia, że czytelnik dostaje mentalnego odurzenia i rozszerza swoje pojmowanie). Przemyciłem nawet nawiązanie do „Valis” w „Kresie”, powieści, którą wydałem na początku 2016 roku.

Zachwyciła mnie prostotą formy. Zainspirowała pomysłem… Tak, jak ciężko mi określić najważniejsze, i najlepsze dzieło, tak w kategorii „Najlepszy Autor” wygrywa u mnie Dick i z czystym sumieniem polecam jego twórczość.

Kiedy napisałeś pierwsze opowiadanie? Co zainspirowało Cię do jego stworzenia? Dlaczego?

Pierwszym opowiadaniem, które świadomie popełniłem, było „Wniebowstąpienie diabła”, miałem wtedy piętnaście lat. Śmieszne, że do jego stworzenia zainspirowały mnie chrześcijańskie poglądy, które wówczas wyznawałem. Jednak mimo odejścia od religii chrześcijańskiej, w dalszym ciągu podpisuję się pod pokazaną w opowiadaniu ideologią, mówiącą, że każdy ma szansę osiągnąć to, o czym marzy.

Historia opowiada o mieszkańcu piekła, stereotypowym diable, któremu zamarzyło się zbawienie. Robi zatem wszystko, by zostać przyjętym do Nieba.

Opowiadanie to było też pierwszym sukcesem literackim. Zajęło jedno z pierwszych miejsc w ogólnopolskim konkursie literackim (szczerze nie pamiętam które), a później na jego podstawie w moim liceum wystawiono amatorską sztukę. Można to chyba uznać jako wielki sukces.

Kiedy napisałeś pierwszą książkę? Co zainspirowało Cię do jej stworzenia? Dlaczego?

I tu zaczynają się schody. Książkę? Jak zdefiniować książkę? Czy książką jest to, co po prostu stawi pełnię i całość dzieła literackiego i jest zamkniętym w okładce zbindowanym zbiorem zapisanych kart papieru? Jeśli tak, to mając jedenaście lat napisałem powieść sensacyjną z obrazkami o gliniarzu, który walczy z przestępcami.

Jeśli mówimy o czymś, co w literaturze nazywa się powieścią fabularną, to takim pierwszym „dziełem” była powieść, a właściwie trylogia fantasy p.t. „Ocalić Santerę”. Nie ujrzy światła dziennego. Cieszę się, że ją napisałem (zacząłem w wieku około 13 lat, a skończyłem przed 16), ale nie nadaje się do publikacji. Zainspirowały mnie dzieła Tolkiena i „Wiedźmin” Sapkowskiego, i, cóż, był to typowy rzyg wyobraźni ubrany w karykaturę średniowiecza i okraszony nutką magii i szermierki.

Ile czasu dziennie poświęcasz na pisanie? Jakie przy tym towarzyszą Ci problemy? Jak sobie z nimi radzisz?

Nie piszę codziennie. Tak, uważam, że to rozwija i dążę do tego, by to robić, jednak niestety wyrobiłem w sobie taki rytm, że potrafię przez ponad tydzień nic nie napisać, a gdy jednego dnia siądę nad klawiaturą, potrafię siedzieć niemal bez przerwy przez osiem godzin i spisywać to, co mi w głowie siedzi.

Podstawowym problemem przy pisaniu jest ludzka prokrastynacja, czyli niechęć do robienia czegoś. Wiele ludzi określiłoby to „brakiem czasu”, ale naprawdę, nienawidzę tego terminu. Każdy ma czas, można ewentualnie źle nim gospodarować. I właśnie to – złe gospodarowanie czasem – jest moim największym problemem pisarskim.

A, no i oczywiście Internet. Warto przypomnieć, mam 21 lat, także Facebook, Istagram, 9gag i tego typu rzeczy towarzyszą mi nieustannie i, trzeba przyznać, potrafią rozproszyć.

Jak „nastrajasz się” do pisania, to znaczy co jesz, pijesz i słuchasz przed lub w trakcie procesu twórczego?

Alkohol pomaga. Nie chcę brzmieć jak typowy młody chlejus, ale to naprawdę działa. Szczególnie, że ja naprawdę nie pijam zwykle alkoholu. Serio, są lepsze używki. Ale jednak jeśli chodzi o pisarskie flow, to alkohol bardzo sprzyja.

Muzyka – tutaj dowolnie. Ja lubię wyłącznie spokojną instrumentalną. Słowa mnie rozpraszają. A poza tym, co ciekawe, zauważyłem, że mimo mojego ogólnego bałaganiarstwa, podczas pisania muszę mieć wokół siebie porządek.

Co robisz, gdy dopadają Cię blokady twórcze?

Serio, są lepsze używki niż alkohol…

A tak naprawdę to, cóż, analizuję fabułę i zastanawiam się, skąd ta blokada wynika, czy ja aby na pewno muszę pisać tą scenę, którą akurat piszę? Nieraz łapię się na tym, że usiłuję pisać fragment, który jest dla mnie nudny. Wtedy uświadamiam sobie, że dla czytelnika tym bardziej będzie to nudne. I wtedy coś zmieniam, zaczynam pisać „od innej strony”. Zazwyczaj działa.

A poza tym mam takie dni, że po prostu nie umiem pisać. Nie mówię, że to powszechne, ani że normalne, ale po prostu tak czasami mam.

Czego nie znosisz w tworzeniu książki?

Natłoku pomysłów. Gdy sam przestaję rozumieć reprezentację umysłową czegoś, co tkwi w mojej głowie. Gdy staram się to rozrysować na kartce i wątki nijak się nie łączą, nie jestem już sam pewien, że wiem jak to działa.

Jednak znam siebie już na tyle, że wiem, że wtedy po prostu należy pisać. Nie wiem, czy pomaga mi biegłość w tworzeniu historii w czasie rzeczywistym, czy jakaś nieświadoma/przedświadoma siła, ale w moim przypadku to działa.

Co lubisz, a czego nie znosisz w książkach? Dlaczego?

Lubię w książkach samych w sobie wszystko. Że pozwalają oderwać się od rzeczywistości, że pozwalają rozwijać swoją wiedzę, że pięknie zdobią półki i stanowią również trofea umysłu… A nie znoszę tego, że nieraz są tak cholernie drogie.

Czy jest coś, co chciałbyś osiągnąć, a nie jest związane z pisaniem?

Poza willą z basenem w Amsterdamie i Bentley’em Bentaygą w garażu to moim marzeniem jest wystawienie prawdziwej sztuki w teatrze i zagranie w niej. Miałem przyjemność to zrobić, w 2015 wystawiłem „On The Thin Ice” w Korezie w Katowicach, jednak było to trochę za pośrednictwem mojego liceum i… stać mnie na coś większego.

Co czułeś, gdy zadebiutowałeś?

Spełniło się jedno z moich największych marzeń. Czułem dziką satysfakcję. Z perspektywy czasu rozumiem jednak błąd, jaki popełniłem. Zjadła mnie duma, nie chciałem sam robić sobie marketingu: „Bo kto to widział, pisarz sam robiący sobie spotkanie autorskie?!”. Mówiłem, że to forma literackiej masturbacji.

Jednak, cóż, marzenie spełniłem. Kolejnym marzeniem jest żyć z pisania, więc chyba czas wydać kolejną powieść…

Mateusz P. Barczyk 3

– Spokojnie – przekazała mi – to nie ona. Nie martw się. Ona jest już przeszłością. Przeszłość jest ważna, bo stworzyła nas takimi, jakimi jesteśmy. Z kolei przyszłość tworzymy my. Taką, jaką chcemy. Do tego potrzebna jest umiejętność korzystania z najważniejszego momentu twojego życia. Jaki jest najważniejszy moment twojego życia, Kres? – spytała.

Od razu pomyślałem o tym, gdy jako nastolatek pierwszy raz pocałowałem Rikę. (…)

Spojrzała na mnie tak, jak patrzy się na naiwne dziecko, mając mieszane uczucia, czy to dobry moment, by je uświadamiać, w jak wielkim jest błędzie.

– Nie, Kres – przekazała – najważniejsza chwila zarówno twojego, jak i mojego życia jest teraz. Tylko teraz mamy wpływ. Teraz jest darem. Teraz jesteśmy bogami i możemy kształtować rzeczywistość.

Dziękuję pięknie za wywiad.

Pozdrawiam,

Barbara Kirszniok
Mimi

Barbara Kirszniok

Podziel się tym wpisem ze znajomymi

Mimi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *