Wywiad z Michałem Cholewą

Michał Cholewa 1

Michał Cholewa (ur. 24 grudnia 1980, Katowice) – polski informatyk i pisarz specjalizujący się w militarnej science fiction, działacz fandomu. Doktor nauk technicznych w zakresie informatyki.

Michał Cholewa 2

Czy czujesz się pisarzem spełnionym? Dlaczego?

Nie jestem pewien czy w ogóle istnieje ktoś taki jak pisarz spełniony i jednocześnie chcący pisać dalej. Jak zapewne większość pisarzy mam w głowie jeszcze mnóstwo projektów, które chciałbym zrealizować. Kiedy je skończę, zapewne będę miał kolejne.

Pisarz spełniony, w moim rozumieniu, to taki, który powiedział już wszystko co zamierzał. No i nie wiem, czy chciałbym być w sytuacji, kiedy nie zostało mi już nic do powiedzenia.

Co lubisz, a czego nie znosisz w science fiction? Dlaczego?

Science fiction jako gatunku? Myślę, że science fiction daje doskonały model do zadawania różnych pytań i stawiania hipotez – to jest dla mnie podstawową zaletą. Druga jest oczywiście dowolność dekoracji i kierunek światotworzenia – wizje przyszłości bardzo mnie ciekawią. Nie sądzę za to, żeby była jakaś rzecz, której nie znoszę w SF jako gatunku. To znaczy istnieją rzeczy, które mi się nie podobają w indywidualnych dziełach, ale są to raczej cechy pojedynczych książek niż całości SF.

Czy jest coś, co chciałbyś osiągnąć, a nie jest związane z pisaniem?

Ależ mnóstwo rzeczy! W końcu dalece nie samym pisaniem człowiek żyje! Praca naukowa, wychowanie dzieci, czy zainteresowania nadal stawiają jeszcze przede mną mnóstwo wyzwań. Myślę, że czego jak czego, ale celów do osiągnięcia nigdy mi chyba nie zabraknie.

Jaka książka jest dla Ciebie najważniejsza? Dlaczego?

Bardzo trudne pytanie. Całkiem niedawno poproszono mnie o podanie dziesięciu najważniejszych książek życia i wtedy również było bardzo trudno. Z jedną jest, jak się łatwo domyślić, o wiele trudniej. Gdyby jednak ktoś przystawił mi pistolet do głowy i kazał wybrać jedną – zapewne zdecydowałbym się na „Hobbita” – w dużej mierze dlatego, że był pierwszą dla mnie książką fantastyczną w życiu – jeszcze z czasów kiedy nie czytałem sam.

Ile czasu dziennie poświęcasz na pisanie? Jakie przy tym towarzyszą Ci problemy?

Mniej niż bym chciał – na ogół około dwóch godzin realnej pracy, w dodatku wieczorami. Staram się więcej jak mam – z rzadka – możliwości. Najczęstszym problemem jest naturalnie fakt, że jest to wieczór, więc jestem trochę bardziej zmęczony niż o innych porach dnia. Czasem więc trzeba się siłowo mobilizować do rozpoczęcia, potem zwykle już idzie.

Co podoba Ci się w Śląskim Klubie Fantastyki?

Właściwie wszystko. ŚKF to ludzie o podobnych zainteresowaniach, to miejsce, gdzie można się spotkać, wreszcie bardzo pojemne źródło pomocy w pisaniu. To ostatnie realizuje się tak poprzez sekcję literacką, która działa bardzo prężnie, jak i poprzez fakt, że jest tam sporo ludzi znających się na różnych dyscyplinach, których mogę wypytywać. Przez teraz już dwadzieścia dwa lata, klub stał się też częścią mojego życia.

Ale nawet jakbym nie był klubowiczem przez większość mojego życia (przez co można powiedzieć, że jestem nieobiektywny) – zalety takich miejsc jak klub są oczywiste w kontekście właśnie hobby. Jako że sam jestem fanem fantastyki, miejsce, gdzie łatwo można spotkać ludzi o podobnych zainteresowaniach zawsze jest cenne, a czasami rozmowa na żywo daje więcej niż internetowa wymiana zdań.

Jak „nastrajasz się” do pisania, to znaczy co jesz, pijesz i słuchasz przed lub w trakcie procesu twórczego?

Kawę. To w zasadzie komplet mojej procedury nastrajania się. No i potrzebuję mieć spokój, bardzo trudno mi się pisze kiedy ktokolwiek jest w pomieszczeniu. Zapewne po części dlatego, że nie chcę, żeby ktoś widział jak się denerwuję kiedy ósmy raz poprawiam to samo zdanie, co zdarza mi się częściej niż bym chciał.

Co robisz, gdy dopadają Cię blokady twórcze?

Blokady twórcze mogą być dwojga rodzajów. Pierwsze są dla mnie niełamalne – wtedy kiedy zwyczajnie nie wiem, o czym chcę pisać – czyli blokada następuje na etapie planowania tekstu. Wtedy zwykle czekam, bo nie mam innego sposobu. Próbuję myśleć nad możliwymi rozwiązaniami, zastanawiać się jak mogę podejść do problemów, robię research, ale w gruncie rzeczy – czekam. Jak dotąd na szczęście zawsze w końcu przechodziło.

Drugim rodzajem blokady jest taka, kiedy wiem co mam napisać, ale zwyczajnie nie umiem się za to zabrać. Wtedy z kolei próbuje przełamać ją siłowo – siedzę tak długo dopóki nie napiszę chociaż tysiąca znaków. Następnego dnia będę pewnie musiał sporą część poprawić, pewnie sporo skasować – ale będę miał na czym pracować. A mnie lepiej pracuje się na tekście, który już mam niż pisze go od nowa.

Bardzo różnicuję proces twórczy – tworzenie opowieści, od procesu twórczego – zapisania tego co już wymyśliłem. Ta druga cześć jest bardziej pracochłonna, ale też łatwiej ją przepracować. Oczywiście, w moim przypadku powieść planuję raz do roku, a pisze przez resztę czasu, co jednak oznacza, że na nieprzełamywalne blokady jestem narażony stosunkowo krótko.

Czego nie znosisz w tworzeniu powieści?

Nie lubię sytuacji – a zdarzają mi się przynajmniej raz na książkę – kiedy jakiś bardzo duży fragment tekstu musi być na tyle zmodyfikowany, że w zasadzie muszę napisać go od nowa. Kiedy mówię „duży fragment tekstu” mam na myśli na przykład rozdział. Zwykle kolejne rozdziały są czytane przez absolutnie niezastąpionych beta-czytaczy i dzięki temu wiem jak dobrze jest opowiedziany dany kawałek historii. Oznacza to niestety przyjecie czasem do wiadomości,że opowiedziany jest źle. Nie cierpię tego – naturalnie – ale jest to normalna część procesu pisarskiego (chyba, ze ktoś jest nieomylny, ale ja nie jestem).

Co natchnęło Cię do napisania Gambitu?

Mnóstwo czynników, poza oczywiście „chciałem napisać książkę”. W tym czasie wiedziałem już, że chce pisać, byłem aktywnym członkiem sekcji literackiej SKF i zastanawiałem się nad próbą napisania kompletnego tekstu.

Chciałem napisać tekst w settingu post-apo military SF, których wtedy było nieco mniej niż teraz. Zamierzałem zahaczyć o problem sztucznych inteligencji, który zawsze mnie fascynował – w Gambicie jest on jeszcze średnio widoczny, ale pełnił wielką rolę w konstrukcji świata. Zawsze kusiły mnie też teksty, w których czarno-białe podziały są zatarte i chciałem sprawdzić, czy potrafię napisać coś takiego.

Ile czasu zajmuje Ci napisanie książki? Czy dobrze się z tym czujesz? Dlaczego?

Około roku, zwykle trochę więcej – co zresztą widać patrząc jak moje książki wychodzą. Mówię tu o pełnym procesie, od pierwszego znaku do zakończenia redakcji. Nie jestem, muszę przyznać, zbyt szybkim pisarzem.

Co czułeś, gdy otrzymałeś Nagrodę Zajdla?

Absolutnie nie pamiętam, całe wydarzenie pamiętam jak przez mgłę. Pamiętam trochę lepiej co się działo potem – i naturalnie, co nie jest raczej zaskakujące, byłem bardzo szczęśliwy. Uznanie czytelników to chyba najwięcej na co może liczyć pisarz.

Dziękuję pięknie za wywiad.

Pozdrawiam,

Barbara Kirszniok
Mimi

Barbara Kirszniok

Podziel się tym wpisem ze znajomymi

Mimi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *